alveo | alveo Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/xcom/www/wordpress/wp-config.php:344) in /home/xcom/www/wordpress/wp-includes/feed-rss2.php on line 8 Archiwum X
http://archiwum-x.crimsonshad.info
Tue, 23 Sep 2008 19:58:59 +0000http://wordpress.org/?v=2.5.1enRatunek
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=5
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=5#commentsTue, 23 Sep 2008 19:58:59 +0000adminhttp://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=5W polu widzenia kamery pojawił się Luther, sunący szybko do swego partnera. Nikołaj nadal się miotał, potrząsając wściekle głową do przodu i do tyłu. Emma słyszała ich na UKF-ie. Obaj mężczyźni zaczęli zmagać się ze sobą, zaplątując się w owijające ich przewody. Griggs i Diana przyłączyli się do Emmy i cała trójka z przerażeniem oglądała rozgrywający się na zewnątrz stacji dramat. Nie skończył nawet mówić, kiedy Nikołaj wyrwał się gwałtownie z uścisku Luthera i walnął głową w belkę narzędziową. Szybka hełmu natychmiast pokryła się białą mgiełką. Luther przyjrzał się z bliska Nikołajowi. Luther włączył awaryjny dopływ tlenu w kombinezonie Rosjanina. Dodatkowy strumień powietrza mógł zmniejszyć tempo spadku ciśnienia w kombinezonie i ocalić Mikołajowi życie. Wciąż zmagając się ze swoim partnerem, Luther zaczął go ciągnąć do śluzy powietrznej. Wciągnięcie Rosjanina do śluzy, zamknięcie luku i wpompowanie do niej z powrotem powietrza zajęło kilka drogocennych minut. Nie czekali, żeby zgodnie z procedurą sprawdzić szczelność, ale podnieśli ciśnienie od razu do jednej atmosfery. Luk otworzył się i do śluzy wpłynęła Emma. Luther zdjął już hełm z głowy Nikołaja i próbował ściągnąć z niego sztywny górny pancerz. Wspólnie wyłuskali szamoczącego się Rosjanina z kombinezonu i Emma razem z Griggsem zaciągnęli go przez stację do modułu rosyjskiego, gdzie było pełne zasilanie i światło. Nikołaj przez cały czas krzyczał, trzymając się za lewą stronę głowy. Miał podpuchnięte oczy i nabrzmiałe powieki. Emma dotknęła jego policzków i wyczuła pod skórą pęcherzyki powietrza, powstałe wskutek dekompresji. Na podbródku Rosjanina błyszczała nitka śliny. Rosjanin jęknął głośno i zerwał z głowy czepek, który odfrunął na bok. Rozłożenie noszy, ściągnięcie z Nikołaja jego chłodzonej bielizny i skrępowanie go pasami wymagało udziału całej załogi. Chory był teraz całkowicie unieruchomiony, lecz nie przestawał jęczeć i rzucać głową na boki. Emma zbadała pobieżnie jego serce, płuca i brzuch. Emma przyjrzała się bliżej twarzy chorego. I nitce śliny, która biegła od podbródka wzdłuż linii lewej szczęki w stronę ucha. Na małżowinie widniała wilgotna plama. Włączyła otoskop i wsunęła wziernik w przewód słuchowy Nikołaja. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła, była krew. Ujrzała jasną kroplę krwi, błyszczącą w świetle otoskopu. Potem skupiła uwagę na bębenku. Był pęknięty. Zamiast lśniącej błony zobaczyła czarną ziejącą dziurę. Barotrauma, pomyślała w pierwszej chwili. Czyżby od nagłej dekompresji popękały mu bębenki? Sprawdziła prawy bębenek, ale był nienaruszony. Nie wiedząc, co o tym sądzić, wyłączyła otoskop i spojrzała na Luthera. Emma opuściła moduł rosyjski i skierowała się ponownie do śluzy. Otworzyła luk i przyjrzała się dwóm kombinezonom, które Luther zawiesił z powrotem na ścianie.
]]>http://archiwum-x.crimsonshad.info/?feed=rss2&p=5Przerwa
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=4
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=4#commentsTue, 23 Sep 2008 19:58:41 +0000adminhttp://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=4Nikołaj przerwał, żeby odpocząć. Ręce drżały mu ze zmęczenia. Po miesiącach pobytu w kosmosie jego ciało osłabło i odzwyczaiło się od pracy fizycznej. W stanie nieważkości nie podnosi się ciężarów i nie ma potrzeby napinać mięśni. Przez ostatnie pięć godzin pracowali z Lutherem bez chwili przerwy: zreperowali anteny krótkofalowe, a potem rozmontowali i złożyli na nowo przegub pierścieniowy. Gonił resztkami sił. W grubym kombinezonie kosmicznym samo zgięcie ręki wymagało dużego wysiłku. Żeby uchronić ludzkie ciało przed ekstremalnymi temperaturami wahającymi się od minus stu siedemdziesięciu do plus stu dziesięciu stopni oraz podtrzymać ciśnienie w kosmicznej próżni, kombinezon skonstruowany jest z wielu warstw aluminiowanej izolacji z mylam, odpornego na rozerwanie nylonu, neoprenowego kauczuku oraz odpornej na naprężenia poliuteranowej powłoki. Pod spodem astronauta ma na sobie specjalną bieliznę, obszytą siecią chłodzonych wodą rurek. Musi również dźwigać plecak z wodą, tlenem, awaryjnym silnikiem odrzutowym oraz radiem. Kombinezon jest w gruncie rzeczy jednoosobowym statkiem kosmicznym, pękatym i trudnym do manewrowania. Nawet prosta czynność przykręcenia w nim śruby wymaga siły i koncentracji. Praca wyczerpała Nikołaja. Drętwiały mu dłonie w niezgrabnych kosmicznych rękawicach i był zlany potem. Był również głodny. Pociągnął łyk wody z rurki umieszczonej przy ustach i westchnął ciężko. Woda miała dziwny rybny smak, ale nie zwrócił na to uwagi. W stanie nieważkości wszystko smakowało dziwnie. Pociągnął kolejny łyk i poczuł, że woda zachlapała mu podbródek. Nie mógł sięgnąć pod hełm, żeby ją zetrzeć, więc zignorował to i spojrzał w dół. Od nagłego widoku Ziemi, która ukazała się w całej swej zapierającej dech glorii, zakręciło mu się w głowie i zrobiło niedobrze. Zamknął oczy, czekając, aż niemiłe uczucie ustąpi. To były zwykłe mdłości, nic więcej; często mu się zdarzały, gdy nieoczekiwanie spojrzał na Ziemię. Kiedy minęły, zdał sobie sprawę, że czuje coś nowego: rozlana woda ciekła w górę po jego policzku. Pokręcił głową, próbując strząsnąć kroplę, ale ona sunęła dalej po jego skórze. Znajduję się przecież w stanie nieważkości, gdzie nie ma ?góry? ani ?dołu?. Woda nie powinna w ogóle płynąć, pomyślał. Zaczął potrząsać głową i walnął odzianą w rękawicę dłonią w hełm. Mimo to kropla nadal ciekła po jego twarzy, zostawiając mokry ślad na policzku. Sunęła w stronę ucha. Po chwili dotarła do skraju specjalnego czepka, w którym miał zamontowane słuchawki. Z pewnością materiał wchłonie wodę, nie pozwoli jej ciec dalej… Nagle zesztywniał. Kropla wślizgnęła się pod skraj czepka i sunęła dalej w stronę jego ucha. To nie była kropla wody, ani zabłąkana strużka, ale coś, co świadomie się poruszało. Coś żywego. Szarpnął głową w lewo i w prawo, próbując to strząsnąć. Walnął z całej siły w hełm. Ale kropla nadal się poruszała, nadal sunęła pod słuchawkami. Miotając się w gorączkowym tańcu, znowu ujrzał przed oczyma przyprawiającą o zawrót głowy Ziemię. A potem czarną przestrzeń i jeszcze raz Ziemię. Kropla wślizgnęła się do jego ucha.
]]>http://archiwum-x.crimsonshad.info/?feed=rss2&p=4Cisza
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=3
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=3#commentsTue, 23 Sep 2008 19:58:26 +0000adminhttp://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=3Zwolnijcie, pomyślała. Nie forsujcie się. Przez dłuższą chwilę, która wydawała się wiecznością, żaden się nie odzywał. Emma czuła, jak przyspiesza jej puls i rośnie niepokój. Stacja była uszkodzona i brakowało jej energii. Naprawa musiała się udać. Szkoda, że nie ma tu Jacka, pomyślała. Jej mąż był utalentowanym majster-klepką: potrafił złożyć silnik łodzi i zmontować krótkofalówkę z części znalezionych na złomowisku. Na orbicie najwartościowszym narzędziem jest para sprawnych rąk. Nie było odpowiedzi. Luther i Nikołaj zawrócili i przez kilka chwil w eterze trwała cisza. Nagle znaleźli się w zasięgu kamery: Emma zobaczyła, jak suną powoli niczym głębokowodni nurkowie w pękatych skafandrach i z wielkimi tornistrami na plecach. Zatrzymali się przy baterii P4. Jeden z nich zsunął się po kratownicy i zerknął na mechanizm, łączący olbrzymie skrzydła baterii słonecznych z kręgosłupem stacji. Usłyszeli krótką wymianę zdań między Lutherem i Nikołajem. Emma spojrzała na Griggsa. Asystent nadal żył. Doktor Isaac Roman przyjrzał się przez szybę swemu pechowemu koledze, który, choć trudno było w to uwierzyć, siedział na szpitalnym łóżku i oglądał kanał Nickelodeon. Gapiąc się z prawie desperackim skupieniem na kreskówki, nawet nie spojrzał na odzianą w kosmiczny skafander pielęgniarkę, która weszła do pomieszczenia, żeby zabrać tacę z nietkniętym lunchem. Roman wcisnął guzik interkomu. Zaskoczony Nathan Helsinger obrócił wzrok ku szybie i dopiero teraz zauważył, że stoi za nią Roman. Roman przyglądał mu się przez chwilę. Nathan wyglądał dość zdrowo, ale twarz miał bladą i ściągniętą. Przerażoną. Helsinger obrócił się nagle z powrotem do telewizora, ale Roman zdążył zobaczyć w jego oczach łzy. Helsinger roześmiał się gorzko. W tej samej chwili zadzwonił telefon komórkowy. Kiedy wszedł do laboratorium, doktor Carlos Mixtal siedział przed monitorem, wpatrując się w sunący po ekranie ciąg znaków: Dane składały się tylko z czterech liter, G, T, A i C. Każda litera sekwencji nukleotydów symbolizowała jeden z klocków tworzących DNA, genetyczny plan wszystkich żywych organizmów. Doktor odwrócił się na dźwięk kroków Romana. Wyraz jego twarzy nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Carlos Mixtal bał się. Podobnie jak Helsinger, pomyślał Roman. Wszyscy się bali. ?Szczątki? to było odpowiednie słowo dla tego, co zostało z ciała Kenichiego. Porozrywane kawałki tkanek, którymi oblepione były ściany promu. Roman odchylił się do tyłu, czując, jak robi mu się niedobrze. Roman poczuł, jak dreszcz przechodzi mu po krzyżu. Roman spojrzał na niego z niedowierzaniem. Ciekawe w co, zastanawiał się Roman. Zimny dreszcz przeszył Romana na wskroś. Włosy zjeżyły mu się na karku. Zdrętwiałą dłonią podniósł słuchawkę.
]]>http://archiwum-x.crimsonshad.info/?feed=rss2&p=3Przygotowania
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=2
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=2#commentsTue, 23 Sep 2008 19:58:14 +0000adminhttp://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=2Nadszedł czas na trzydzieści minut ?przedwdechu?. Oddychali czystym tlenem, oczyszczając krew z ostatnich cząsteczek azotu. Nikołaj wisiał z zamkniętymi oczami, przygotowując się psychicznie do wyjścia w przestrzeń. Jeśli nie uda im się naprawić przegubów pierścieniowych i skierować ogniw fotowoltaicznych w stronę Słońca, zostaną odcięci od źródła energii. Od tego, czego dokonają obaj w ciągu następnych sześciu godzin, zależał los całej stacji. Nikołaj zdawał sobie sprawę z ciążącej na jego znużonych barkach odpowiedzialności, lecz mimo to chciał jak najszybciej otworzyć właz i wypłynąć na zewnątrz. Kosmiczny spacer był niczym powtórne narodziny: płód wyłaniał się z małej ciasnej szpary, złączony z nią pępowiną, której nie zrywał jednak, unosząc się w przestrzeni. Gdyby sytuacja nie była tak poważna, zachłysnąłby się poczuciem wolności, jakie daje sam widok pozbawionej ścian przestrzeni kosmicznej i wirującej w dole olśniewająco błękitnej Ziemi. Jednak obrazy, które stawały mu przed oczyma, gdy czekał z zaciśniętymi powiekami, aż minie trzydzieści minut, nie wiązały się wcale z kosmicznym spacerem. Zamiast gwiazd widział twarze umarłych. Wyobrażał sobie spadające z nieba Discovery, załogę przypiętą pasami, ciała połamane niczym lalki, pękające kręgosłupy, eksplodujące serca. Kontrola misji oszczędziła im szczegółów katastrofy, lecz jego umysł i tak wypełniały koszmarne obrazy. Serce waliło mu w piersi i zaschło mu w gardle. Nikołaj miał ręce lepkie od potu. Otworzył oczy i zobaczył, że Luther uruchamia pompę dekompresyjną, która miała wyssać powietrze ze śluzy. Ciśnienie powoli spadało. Jeżeli w ich kombinezonach była jakaś nieszczelność, powinni ją teraz odkryć. Luther odpowietrzył śluzę, po czym otworzył właz. Resztka powietrza uszła z głośnym sykiem. Przez chwilę trzymali się klapy, wyglądając z obawą na zewnątrz. A potem Nikołaj wypłynął w czarną przestrzeń. Nikołaj i Luther wyjęli narzędzia z zewnętrznej szafki przy śluzie, po czym, łapiąc się kolejnych uchwytów, ruszyli ku głównej kratownicy. Kiedy mijali zamontowaną pod nią kamerę, Luther pomachał ręką. Dwaj mężczyźni zniknęli z pola widzenia pierwszej kamery. Przez moment nie było ich widać. Odziani w skafandry astronauci zbliżali się do drugiej kamery, wspinając się po kratownicy. Po chwili znowu zniknęli. Kamera, w zasięgu której teraz się znaleźli, była zniszczona.
]]>http://archiwum-x.crimsonshad.info/?feed=rss2&p=2Ulga
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=1
http://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=1#commentsTue, 23 Sep 2008 19:58:00 +0000adminhttp://archiwum-x.crimsonshad.info/?p=1Obaj roześmieli się. Byli jak dwaj starzy żołnierze, którzy przywołują na twarz uśmiech nawet w obliczu pewnej porażki. Dobrze Sully wziął głęboki oddech i na jego twarzy pojawił się cień dawnej brawury. W takim razie zróbmy to, jak należy. Zawiadom wszystkie agencje prasowe. Rozstaw namioty i zorganizuj bankiet z szampanem. Zaproś też, do diabła, mojego czcigodnego braciszka i jego kumpli z NASA. Jeśli rakieta wybuchnie przy starcie, odejdziemy przynajmniej z branży w wielkim stylu. Jasne. Nigdy nie zarzucano nam braku stylu. Uśmiechnęli się obaj. Casper podniósł się, żeby wyjść. Przytaknął. Nikołaj Rudenko unosił się w śluzie powietrznej, patrząc, jak Luther wciska biodra w dolną część skafandra. Dla niskiego Nikołaja Luther był egzotycznym gigantem z szerokimi ramionami i nogami jak kolumny. A ta jego skóra! Podczas trwającego wiele miesięcy pobytu na pokładzie ISS twarz Nikołaja pokryła się chorobliwą bladością, natomiast cera Luthera zachowała barwę wypolerowanego brązu, uderzająco kontrastując z innymi, zamieszkującymi ten bezbarwny świat twarzami. Nikołaj nałożył już skafander i unosił się teraz obok partnera, gotów w każdej chwili pomóc mu założyć górną część skafandra. Prawie się do siebie nie odzywali; żaden z nich nie był w nastroju do pogaduszek. Obaj spędzili w śluzie całą noc, w przeważającej części w milczeniu, przyzwyczajając ciała do niższego ciśnienia atmosferycznego, które wynosiło tu 10,2 funta na cal kwadratowy ? dwie trzecie tego, co na stacji kosmicznej. Ciśnienie w skafandrach miało być o wiele niższe: 4,3 funta na cal kwadratowy. Bardziej nie można było ich napompować: kończyny stałyby się wtedy zbyt ociężałe i nie mogłyby się zginać w stawach. Przejście ze statku kosmicznego, w którym utrzymywane jest normalne ciśnienie, do skafandra EVA, w którym jest ono o wiele niższe, przypomina zbyt szybkie wypłynięcie z głębin oceanu. Dlatego też astronauci zapadają czasem na chorobę kesonową. We krwi formują się pęcherzyki azotu, które zapychają powierzchnie kapilarne i nie dopuszczają tlenu do mózgu i rdzenia kręgowego. Konsekwencje mogą być tragiczne: wylew i paraliż. Podobnie jak nurkowie głębinowi, astronauci muszą dać swoim ciałom czas na przystosowanie się do zmiany ciśnienia. W nocy przed wyjściem w przestrzeń kosmiczną przepłukują płuca stuprocentowym tlenem i zamykają się w śluzie powietrznej. Całymi godzinami siedzą sami w małej klitce, w której wszystkich kątach poupychany jest sprzęt. Stanowczo nie jest to miejsce dla ludzi cierpiących na klaustrofobię. Unosząc ręce w górę, Luther wcisnął się w zawieszoną na ścianie sztywną górną część skafandra. Był to wyczerpujący taniec, przypominający pełzanie bardzo wąskim tunelem. W końcu wysunął głowę przez górny otwór, a Nikołaj pomógł mu zamknąć pierścień spinający górną i dolną część skafandra. Następnie nałożyli hełmy. Zerkając w dół, żeby osadzić swój hełm na górnym pancerzu, Nikołaj zauważył, że coś lśni na obręczy, do której miał go dopasować. To tylko ślina, pomyślał i zamocował hełm. Naciągnęli rękawice. Zamknięci w skafandrach otworzyli śluzę wyposażeniową, przepłynęli do sąsiedniej śluzy załogowej, po czym zamknęli za sobą właz. Znajdowali się teraz w jeszcze mniejszym pomieszczeniu, w którym z trudem mieścili się ze swoimi wielkimi plecakami.
]]>http://archiwum-x.crimsonshad.info/?feed=rss2&p=1